Masz pytanie? Potrzebujesz porady w sprawie prawka?
Nasz ekspert odpowie na Twoje pytania Poradź się eksperta
Strona główna Aktualności Hołowczyc stracił prawo jazdy
holek.jpg

02-03-2018

Hołowczyc stracił prawo jazdy

Krzysztof Hołowczyc, utytułowany kierowca rajdowy, stracił wczoraj (1 marca) prawo jazdy. Według policjantów miał poruszać się na obszarze zabudowanym ze średnią prędkością 113 km/h, czyli o 63km/h za dużo. Hołowczyc nie przyjął mandatu, co nie zmienia sytuacji, iż blankiet dokumentu został mu zatrzymany na okres trzech miesięcy. 

 

Sam zainteresowany do sprawy odniósł się na swoim profilu w mediach społecznościowych, twierdząc, że nie wydaje mu się, by jechał aż tak szybko. W jego opinii "nie jechał nadzwyczaj szybko, raczej relaksowo".

 

Jak pewnie wiecie już z mediów wczoraj straciłem prawo jazdy na 3 miesiące. Sytuacja w zasadzie banalna. Jedziemy sobie razem z Maćkiem Wisławskim do Polanicy na spotkanie z klientami pewnego dużego banku. Dojeżdżamy do Nowej Rudy, wspominając sobie nasze niegdysiejsze zwycięstwa odniesione w tych okolicach. Jechaliśmy spokojnie, raczej nie szybciej niż 100 km/h. W pewnym momencie dojeżdża do nas z tyłu nieoznakowany samochód policji w wideorejestratorem. Policjanci twierdzą, że według ich zapisu wideo jechaliśmy 113 km/h w terenie zabudowanym i w związku z tym zatrzymują mi prawo jazdy.

 

Tłumaczymy im z Maćkiem, że jesteśmy przekonani, że nie jechaliśmy powyżej 100 km/h, że odczyt to jest ich prędkość a nie nasza, że taka metoda pomiaru nie jest precyzyjna, że są wyroki sądów w tej materii. Pokazujemy, że w radiowozie ciśnienie kół jest sporo za niskie i to też zawyża wskazywaną prędkość. To wszystko na nic. Oczywiście nie zgadzam się na przyjęcie mandatu, uważając, że pomiar był przeprowadzony nieprawidłowo. Nie zmienia to faktu, że zatrzymują moje prawo jazdy.


Nie chcę się usprawiedliwiać, używając jakichś tanich chwytów. Rzeczywiście nie zauważyłem znaku obszar zabudowany, podobnie jak i Maciek, który jako doświadczony pilot jest na wszelkie znaki drogowe bardzo wyczulony. Być może zasłoniła nam go wyprzedzana chwilę wcześniej ciężarówka albo po prostu zagadaliśmy się. Tak, czy owak nie jechaliśmy nadzwyczaj szybko, raczej relaksowo.
To kolejny przykład, jak ta nieprecyzyjna, obarczona wieloma wadami metoda policyjnego pomiaru prędkości, którą łatwo zafałszować choćby naciskając w trakcie pomiaru nawet na kilka sekund pedał gazu w radiowozie, może wywołać dotkliwe sankcje, szczególnie dla kogoś takiego jak ja, kto bez samochodu nie istnieje.

 

To nie pierwsze poważne problemy Hołowczyca z przekraczaniem prędkości na drogach publicznych. Jesienią 2013 roku został zatrzymany na drodze krajowej nr 7 - wówczas również przez radiowóz z wideorejestratorem. Zarzucano mu, że dozwoloną prędkość przekroczył aż o 114 km/h. Rajdowiec mandatu nie przyjął i sprawa trafiła do sądu. Pierwszy wyrok zapadł po blisko... dwóch latach. Sąd nie miał wątpliwości, że do przekroczenia prędkości doszło, jednak nie tak znacznego, jak twierdzili mundurowi. Wyliczono, że przekroczenie należy określić "tylko" na 71 km/h. Mimo to, nałożył na niego dosyć pokaźną grzywnę, bo w kwocie aż 4 tysięcy złotych; dodatkowo zapłacić musiał niespełna 2,2 tys. złotych kosztów postępowania sądowego. 

 

Pełnomocnik Hołowczyca podnosił wówczas przed sądem, że odczyt z policyjnego wideorejestratora był nieprawidłowy. Sam obwiniony twierdził, że to niemożliwe, by poruszał się z prędkości powyżej 200 km/h, tym bardziej, że widział wcześniej radiowóz przy drodze i zwolnił (po przejeździe Hołowczyca policjanci ruszyli za nim, by dokonać pomiaru, po czym go zatrzymali). Wszystko miało miejsce na odcinku drogi o dopuszczalnej prędkości 90 km/h.

 

W momencie jego minięcia "rozpędzał się", bo opuszczał właśnie obszar zabudowany. - Myślę, że mogło to być ok. 100-105 km/h. Tylko że samochód pracujący na wyższych obrotach i rozpędzający się być może spowodował u panów policjantów poczucie, że jechał szybciej - wyjaśniał wówczas Hołowczyc. Do mediów przedostała się opinia biegłego, który miał stwierdzić, że Hołowczyc jechał z prędkością 161 km/h, a nie 204 km/h,  jak wskazywał policyjny wideorejestrator. Takie właśnie wyliczenie przyjął sąd orzekając, że Krzysztof Hołowczyc jadąc krajową siódemką przekroczył prędkość o 71 km/h.

 

I z tym rozstrzygnięciem kierowca również się nie zgodził, odwołując się jednocześnie do Sądu Okręgowego. Sąd wyższej instancji sprawę jednak umorzył, bo nie było innego wyjścia - wykroczenie uległo przedawnieniu. Mimo to sędzia stwierdził, że orzeczenie sądu pierwszej instancji było prawidłowe. 

 

Przypominamy, że wczorajsze odebranie Krzysztofowi Hołowczycowi prawa jazdy z jednoczesną jego odmową przyjęcia mandatu nie ma żadnego wpływu na to, czy to prawo jazdy zostanie mu zwrócone, czy też nie. Zważając na fakt, że postępowanie sądowe w tej sprawie potrwa zdecydowanie dłużej, niż czas, na który dokument mu zatrzymano, nie uda mu się w żaden sposób tej decyzji zmienić. Gdyby jednak po czasie w sądzie uznano, że przekroczenie prędkości było niższe, niż 51 km/h, to Hołowczycowi przysługiwałoby roszczenie od Skarbu Państwa za niesłuszne pozbawienie go prawa jazdy. 

I niewykluczone, że tak się stanie, bo pamiętajmy, że w sytuacji, gdy jesteśmy zatrzymywani przez radiowóz z wideorejstratorem, to zarzucana nam prędkość jest prędkością de facto radiowozu. Jeśli pomiar został wykonany ze sztuką i przede wszystkim rzetelnie - co nie jest łatwe oraz bardzo uzależnione od prędkości obu pojazdów i przede wszystkim odległości między nimi oraz od warunków na drodze - to oczywiście szanse na podważenie pomiaru (przynajmniej w znaczny sposób) są nikłe. 

Warto jednak w tej sytuacji zauważyć pewien problem związany z zatrzymywaniem praw jazdy na okres trzech miesięcy za przekroczenie dozwolonej prędkości o minimum 51 k/h na obszarze zabudowanym, gdy mamy do czynienia z pomiarem wykonanym właśnie przez radiowóz z wideorejestratorem. Policjanci tej sankcji nie mają prawa traktować uznaniowo - oni muszą obligatoryjnie zatrzymać dokument, gdy tylko pomiar wskazał "zakazane wartości". Jednak absolutnie bezsprzecznym jest fakt, iż tego typu pomiary są nieprecyzyjne - czasem mniej, czasem bardziej. W sytuacji, gdy dochodzi do pomiaru wskazującego przekroczenie prędkości np. o 51-52 (czy nawet 55-60 km/h) - celowo nie piszemy "gdy dochodzi do przekroczenia prędkości" tylko właśnie "gdy dochodzi do pomiaru wskazującego na takie przekroczenie" - to niemal pewnym jest, że prędkość pojazdu "ściganego" była inna, niż wskazana. 

Ona może być zarówno wyższa, niż wskazana na urządzeniu, jak i niższa. I wystarczy, że będzie raptem o kilka procent niższa (a przecież błąd pomiaru z zasady winien być liczony PRZYNAJMNIEJ na kilka procent), a już zachodzi brak podstawy zatrzymania prawa jazdy. Jak się zatem chronić przed takimi pomiarami? Na pewno dobrym rozwiązaniem jest własny wideorejestrator w pojeździe. Biegły, powołany przez nas, który zbadałby nagranie, bez najmniejszego problemu określiłby dokładnie naszą prędkość. To oczywiście by potrwało (opinie biegłych, procesy w sądzie w kilku instancjach), czyli swego dopielibyśmy dopiero po prawomocnym orzeczeniu, zatem bez mała licząc kilka lat po ukaraniu. Niewykluczone, że bezpodstawnym. 

 

Powrót do listy aktualności

Komentarze (1)

Gość
~ Leon
1

"Twarz" wielu kampanii promujących BRD... , "wzór do naśladowania" .... - wstyd, wielki wstyd.....

2018-03-05 10:51

Dodaj własny komentarz

Ocena