img-20161110-090949.jpg
Masz pytanie? Potrzebujesz porady w sprawie prawka?
Nasz ekspert odpowie na Twoje pytania Poradź się eksperta
Strona główna Aktualności Instruktora zastąpi rodzic!
rodzic.jpg

03-07-2018

Instruktora zastąpi rodzic!

O tym, że szykuje się kolejna rewolucja w szkoleniu kandydatów na kierowców wiadomo od pewnego czasu. Dziś plany zostały dosyć poważnie zmaterializowane, bowiem Ministerstwo Infrastruktury przekazało właśnie do kancelarii premiera projekt ustawy, w myśl której doszkoleniem kandydatów na kierowców będą mogli zająć się na przykład... rodzice. 

 

To oczywiście nie jest jeszcze obowiązujący akt prawny i by takim się stał, daleka droga. Przynajmniej w teorii, za to w praktyce - już niekoniecznie. Jak będzie, to się dopiero okaże. Tak czy inaczej resort chce, by rodzice (opiekuni prawni) kandydata na kierowcę (kursanta) mogli go szkolić po ukończeniu nauki w ośrodku szkolenia kierowców a przed zdaniem egzaminu. Co ciekawe: w myśl projektowanych zmian taki "kursant" nie będzie się musiał wcale spieszyć ze zdawaniem egzaminu, bowiem czas między szkoleniem w OSK a egzaminem będzie mógł wynieść... aż rok, a niewykluczone - czego chciałoby ministerstwo - nawet dwa lata

 

Przepisy, jeśli zostałyby uchwalone w takim kształcie, obniżałyby również wiek, w jakim można zapisać się na kurs prawa jazdy do 17 lat (tak, jak miało to miejsce w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu). By móc zasiąść za kierownicą już bez instruktora nauki jazdy, ale pod opieką rodzica (lub innego opiekuna prawnego, który nie jest rodzicem) taki młody człowiek będzie musiał mieć ukończone szkolenie praktyczne w ośrodku oraz zaliczony egzamin wewnętrzny. Warunki spełnić będzie musiał również opiekun: minimum pięcioletni staż w posiadaniu prawa jazdy. Umiejetności i doświadczenia za kierownicą takiego "pseudo-instruktora" badał w żaden sposób nikt nie będzie, co sprowadza się do tego, że osoba posiadająca od 5 lat prawo jazdy, a niekoniecznie będąca praktykującym kierowcą, będzie miała GORSZE umiejętności od kursanta, który właśnie skończył szkolenie. 

 

Pojazd, w którym miałoby się odbywać "szkolenie rodzicielskie" będzie musiał być dodatkowo oznakowany, jednak NIE BĘDZIE musiał być dodatkowo wyposażony np. w pedał hamulca po prawej stronie (tak, jak ma to miejsce w przypadku tradycyjnej "elki"). Szkolenie pod okiem rodzica/opiekuna prawnego będzie też obwarowane dodatkowymi ograniczeniami prędkości: maksymalnie 50 km/h na obszarze zabudowanym i 80 km/h poza nim. 

 

Na tę chwilę nie wiadomo, jak na tego typu pomysły zapatrywać się będą ubezpieczyciele. Ale już teraz można ze sporą dozą pewności stwierdzić, że nie będą brali odpowiedzialności za zdarzenia, do jakich może dochodzić podczas takich szkoleń. Chyba, że towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadzą do oferty dodatkowe, zapewne nietanie, polisy szkoleniowe. Póki co - rozwiązań brak. 

 

Oczywiście nie brakuje głosów krytycznych na cały zamysł tak rewolucyjnych zmian. Stanowcze "nie" mówi chociażby policja; o niweczeniu pracy instruktorów mówią także branżowe stowarzyszenia instruktorów i ośrodków szkolenia. Mają tutaj na myśli kwestie wpajania - nierzadko nieświadomie! - złych nawyków wobec młodych kandydatów na kierowców ze strony "doświadczonych" rodziców. Nie jest żadną tajemnicą, że ogromna część polskich kierowców, nawet z wieloletnim doświadczeniem za kierownicą, porusza się po drogach sprawnie i bezkolizyjnie, ale bardzo często niezgodnie z przepisami i z niewłaściwymi nawykami, czego nawet nie są świadomi. A to oznacza, że w przekazywaniu błędnych rad podopiecznym wcale nie musi być z ich strony obecna zła wola. To wszystko "wyjdzie" dopiero na egzaminie. 

 

Pogląd, że takie dodatkowe jazdy zamiast doszkalać mogą wyrządzić więcej szkody jest w pełni uzasadniony. Młody kierujący, świeżo po odbytym kursie, najlepiej zna przepisy i to jest fakt niezaprzeczalny. Jest również najgrzeczniejszy na drodze - przynajmniej przez jakiś czas. Owszem, nierzadko bardzo krótki, ale jednak. Rady rodziców, którzy często pozwalają sobie na krytykę wobec metod nauczania i tego, co instruktorzy przekazują swoim podopiecznym, mogą pozostawiać wiele do życzenia i tak naprawdę umniejszać umiejętności pozwalające na zdanie egzaminu, zamiast je zwiększać. Stąd właśnie opinia branżowców o niweczeniu pracy profesjonalnych instruktorów, którzy przez minimum 30 godzin starali się przygotować adepta do zdania egzaminu. Po roku czy dwóch od kursu wszystko, co najcenniejsze, a otrzymane od instruktora, po prostu wyparuje przed państwowym egzaminem.

 

I być może właśnie tutaj leży problem,  bowiem polski system szkolenia skorelowany jest nierozerwalnie z systemem egzaminowania, a co za tym idzie, niekoniecznie szkolimy dobrej jazdy, ale tego, jak... zdać egzamin. Poluzowanie zasad regulujących tylko element szkolenia - w naszej ocenie - nie sprawi, że zdawalność wzrośnie. Rodzice mają zdecydowanie mniejszą wiedzę, jak przygotować podopiecznego do egzaminu. Za to mają niewątpliwie największą wiedzę, jak zostać najlepszym kierowcą. W swoim, rzecz jasna, mniemaniu.

 

Pomysłodawcy twierdzą, że dodatkowa możliwość szkolenia pod okiem np. rodziców pozwoli na zwiększenie zdawalności, bowiem do egzaminu stawać będą osoby nawet po wielomiesięcznym "domowym szkoleniu", zatem mocno opierzone. W naszej ocenie to bardzo daleko wysunięta teza...  Popuśćmy zatem wodze fantazji i odpowiedzmy na pytanie: skoro proponowane rozwiązania są kuriozalne, to jakie w zamian? 

 

Zaznaczmy: to fantazjowanie. Ale czy nie lepszym byłoby podzielenie egzaminu państwowego na dwa etapy czy poziomy? Wciąż pozostałaby możliwość pozytywnego przezeń przebrnięcia za pierwszym razem i uzyskania wyniku "w pełni pozytywnego", co skutkowałoby otrzymaniem uprawnień w dotychczasowym trybie. Nadal pozostałaby forma jego kompletnego oblania, co skutkowałoby tylko i wyłącznie możliwością podejścia do kolejnego egzaminu oraz ewentualnego doszkolenia, ale z profesjonalnym instruktorem. Ale również możnaby wprowadzić "pośredni" wynik egzaminu, który nie zezwalałby na wyrobienie uprawnień, ale właśnie na zdobywanie doświadczeń pod okiem opiekuna prawnego, jednak przez zdecydowanie krótszy czas niż dwa lata, czy rok, za to np. przez kilka tygodni. Niech to, czy osoba nadaje się do doszkolenia - nazwijmy je półprofesjonalne - weryfikuje jednak egzaminator, a nie przepis ustawy nadający to prawo każdemu kursantowi i każdemu rodzicowi (spełniającemu czysto formalny wymóg stażu posiadania uprawnień). No i przydałby się także egzamin weryfikujący dla takiego rodzica. 

 

Zagadką pozostaje też to, co należy rozumieć pod pojęciem opiekuna prawnego w kontekście proponowanych zmian. Bowiem czy 60.letni rodzic jest opiekunem prawnym 40.letniego syna, który dopiero teraz stara się o prawo jazdy i będzie mógł być szkolony przez ojca? I co ze starszymi "kursantami" lub nawet młodymi, np. 19.letnimi, ale nieposiadającymi rodziców a z racji pełnoletności, także opiekunów prawnych? Z jednej strony rozumiemy zapis zezwalający tylko rodzicom na doszkalanie, by nie dochodziło do sytuacji, w której "kumpel uczy kumpla", a z nauką nie ma to wiele do czynienia, a co najwyżej z zabawą. W dodatku nieodpowiedzialną. Jednak przykład dorosłego już 18-latka (czy osoby starszej niż ta, która właśnie uzyskała pełnoletność) nieposiadającego rodziców i opiekunów (bo opiekunów prawnych na tym etapie życia już nie potrzebuje) pokazuje, że zostanie on wykluczony z tańszej możliwości dodatkowych jazd. A przede wszystkim taki przykład pokazuje, jak proponowane zmiany są kuriozalne, nieprzemyślane i pisane na kolanie.

 

I jeszcze jedno: dlaczego rodzic będzie miał prawo douczać swoją podrośniętą pociechę, a małżonek nie będzie mógł uczyć małżonki (i odwrotnie)?

 

Jest jednak pewna kwestia, która napawa nas optymizmem co do proponowanych zmian. Gdyby zostały uchwalone i zaczęły obowiązywać, to wysoce prawdopodobne jest, że egzamin wewnętrzny w ośrodku szkolenia kierowców przestanie być fikcją. Wszak wyłącznie pozytywny jego wynik zezwoli rodzicom na szkolenie przyszłych kierowców. 

Powrót do listy aktualności

Komentarze

Brak dodanych komentarzy, bądź pierwszy i dodaj komentarz.

Dodaj własny komentarz

Ocena