13718547-1143360242351859-14289621311071.jpg
Masz pytanie? Potrzebujesz porady w sprawie prawka?
Nasz ekspert odpowie na Twoje pytania Poradź się eksperta
Strona główna Aktualności Obniżą dozwoloną prędkość w Polsce?
140.jpg

01-12-2017

Obniżą dozwoloną prędkość w Polsce?

Unijni eksperci od bezpieczeństwa ruchu drogowego i przepisów związanych z tą dziedziną dążą do tego, by Polacy jeździli wolniej. I nie chodzi wcale o zmuszenie polskich kierowców do przestrzegania przepisów i "mieszczenia się" w obecnie wyznaczonych w naszym kraju ramach prędkości dozwolonej, ale właśnie chcą tę dozwoloną prędkość nad Wisłą obniżyć. 

 

Brukseli chodzi głównie o drogi szybkiego ruchu - przede wszystkim autostrady. Przypomnijmy: od kilku lat na drogach szybkiego ruchu o najwyższej kategorii, czyli na autostradach właśnie, możemy jeździć z maksymalną prędkością 140 km/h. Wcześniej było to 130 km/h. Wówczas zwiększono także dozwoloną prędkość na dwujezdniowych drogach ekspresowych - ze 110 km/h do 120 km/h. Unijni urzędnicy oczekują obniżenia dozwolonej prędkości na polskich autostradach aż o 20 km/h, czyli do 120 km/h.

 

Jednak to nie wszystko. Wolniej mielibyśmy jeździć również na obszarze zabudowanym w nocy - jednak maksymalna dozwolona prędkość wynosiłaby 50 km/h przez całą dobę, czyli tyle, ile obecnie, ale w godzinach od 5:00 do 23:00. Autorem zaleceń jest Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu z siedzibą w Brukseli. Jej szef wytknął, że Polska jest jedynym krajem w strukturach Unii Europejskiej, w którym różnicuje się maksymalną dozwoloną prędkość na obszarze zabudowanym z podziałem na dzień i noc. We wszystkich pozostałych krajach prędkość ta jest jednakowa dla całej doby. 

 

Obniżenie prędkości na autostradach Rada argumentuje poglądem, że "obniżenie prędkości zawsze wiążę się ze spadkiem liczby wypadków, rannych i zabitych na skutek zdarzeń drogowych". 

 

Co istotne, to samo "unijne ciało" optuje również za tym, by w Polsce pierwszeństwo mieli piesi znajdujący się w obrębie przejścia dla pieszych, o czym zresztą w naszym kraju była mowa przynajmniej dwukrotnie i niewiele brakowało, by tego typu przepis wszedł w życie ponad dwa lata temu. Kilka dni temu w parlamencie pomysł ten zakiełkował na nowo. W myśl tychże zasad piesi znajdujący się przed przejściem dla pieszych mieliby pierwszeństwo bezwzględne, co oznacza, że wobec oczekujących przed pasami pieszymi kierowcy będą mieli  obowiązek się zatrzymać. 

 

Dziś pieszy oczekujący na przejście przez jezdnię w miejscu do tego przeznaczonym może liczyć na dobrą wolę kierowców, ale ci nie mają obowiązku się zatrzymać (o ile oczywiście ruch nie jest kierowany, czyli nie mamy do czynienia z sygnalizacją świetlną). Wyjątkiem dziś jest sytuacja, w której na drodze o minimum dwóch pasach ruchu w jednym kierunku na jednym z pasów kierujący pojazdem zatrzymuje się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszemu. Wówczas kierujący pojazdami na pasie bądź pasach sąsiednich również mają ten sam obowiązek.

 

- Na przykład w Norwegii, Szwajcarii są już na to przepisy przygotowane czy wprowadzone. Chcemy w tym dobrym kierunku pójść - powiedział Bogdan Rzońca, przewodniczący komisji infrastruktury, która ostatnio zajmowała się tą sprawą.W Norwegii pierwszeństwo przed pojazdami ma pieszy oczekujący przed "zebrą" na przejście, ale już w Szwajcarii wystarczy, by pieszy do pasów się zbliżał, a kierujący pojazdami mają obowiązek ustąpić mu pierwszeństwo.

 

- Musimy doprowadzić do takiego stanu, żeby pieszy czuł się bezpiecznie. Jeśli wykazuje intencje przechodzenia przez przejście, to wtedy kierowca musi absolutnie mu to przejście umożliwić - dodaje Rzońca. A taką właśnie intencją jest oczekiwanie na przejście przez jezdnię w miejscu do tego przeznaczonym. Pomysłodawcy nowych zasad chcą jednak, zanim przepisy staną się faktem, zasięgnąć opinii ekspertów. Niewykluczone, że obecne stanowisko Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu jest jedną z tych eksperckich opinii?

 

Problem z bezpieczeństwem na polskich drogach niewątpliwie istnieje i Polska jest pod tym względem w ogonie Europy. W europejskich krajach o najlepszych statystykach drogowych wskaźniki w porównaniu do tych z Polski są aż dziesięciokrotnie niższe. Mimo to pytanie, czy w naszym kraju bezpieczeństwo zostanie poprawione taką zmianą przepisów na pewno przyniesie oczekiwany skutek jest bardzo zasadnym. I czy w naszej kulturze, także tej drogowej, nie przyniesie efektu odwrotnego, bowiem nie można wykluczyć, że piesi poczują się jak "święte krowy" i w poczuciu ochrony prawnej będą częściej i odważnieć z prawa korzystać poprzez wtargnięcie na jezdnię.

 

Z pragmatycznego punktu widzenia można jednak śmiało stwierdzić, że nie głos ekspertów będzie miał tutaj największe znaczenie, a wola polityczna. W poprzedniej kadencji parlamentu ten sam pomysł forsowała Platforma Obywatelska. Przez izbę niższą pomysł "przeszedł" pozytywnie, jednak na opór trafił w izbie wyższej. Zabrakło głosu jednego senatora, by nowelizacja trafiła wówczas na biurko prezydenta. Zatem dziś trudno się spodziewać tego, by przepisy nie znalazły poparcia w obu izbach parlamentu. Platforma Obywatelska, największa partia opozycyjna, już zapowiedziała, że będzie za nowelizacją Ustawy prawo o ruchu drogowym..

 

W ubiegłym roku na polskich przejściach dla pieszych doszło do blisko 3,5 tysiąca wypadków, w których zginęło ponad dwieście osób.

 

Oczywiście to wszystko to "tylko" zalecenia unijnych urzędników. Przynajmniej na razie. Mimo to wydaje się, że ujednolicenie ograniczenia prędkości na obszarze zabudowanym dla całej dobry oraz forsowanie bezwględnego pierwszeństwa pieszych znajdujących się w obrębie przejścia mają całkiem duże szanse na urzeczywistnienie w polskich przepisach. Jednak czy ustawodawca zdecyduje się aż tak "dopiec" milionom kierowców tak znacznie obniżając dozwoloną prędkość na autostradach? Czas pokaże.

Powrót do listy aktualności

Komentarze (1)

Gość
~ kierowca
5

Jeżdżę codziennie samochodem osobowym i zawodowo autobusem, jestem za takimi przepisami. Z tym , że przed przejściem dla pieszych powinny być wymalowane "pola bezpieczeństwa" na szerokość przejścia dla pieszych i od krawędzi jezdni w stronę chodnika, tak około 1,5 metra. Kiedy pieszy znajdowałby się na takim polu oznaczałoby , że chce przez to przejście przejść i należy go przepuścić, już nie mówię tu o tym, iż powinien się rozejrzeć w lewo w prawo w lewo w prawo i jeszcze raz w lewo, a dopiero później przejść przez jezdnię, a nie jak taka właśnie, wspomniana w tekście powyżej "święta krowa" wejść na przejście wprost pod nadjeżdżające auto osobowe, co gorsza auto ciężarowe lub autobus w kapturze jak "Robin Hood" i w słuchawkach jak piosenkarz na przesłuchaniu w studio. Oczywiście najlepiej byłoby jakby wszystkie przejścia dla pieszych były wzbudzane sygnalizacją świetlną, ale to daleka polska przyszłość.

2017-12-03 20:42

Dodaj własny komentarz

Ocena