Masz pytanie? Potrzebujesz porady w sprawie prawka?
Nasz ekspert odpowie na Twoje pytania Poradź się eksperta
Strona główna Aktualności Rewolucja czy "pic na wodę"?
stop.jpg

02-06-2017

Rewolucja czy "pic na wodę"?

W kwietniu Fundacja SOS Odpowiedzialne Szkoły Jazdy opublikowała w Internecie informacje dotyczące pomysłów, które mają po raz kolejny zrewolucjonizować szkolenie i egzaminowanie kandydatów na kierowców. Mowa była wówczas raczej o pomysłach, tymczasem w tym tygodniu jeden z branżowych portali napisał o sprawie twierdząc, że jest gotowy projekt zmian.

 

Szkopuł w tym, że według naszych informacji, pomysły, które krążą "w eterze" od kilku już tygodni nie zostały sformalizowane w formie oficjalnego projektu zmian. O takowym można mówić, gdyby przyjął formę oficjalną, znani byliby jego autorzy (grupa posłów, resorty, kancelaria prezydenta, kancelaria prezesa rady ministrów, strona społeczna czy inna pozarządowa organizacja), którzy przede wszystkim pod takowym by się podpisali i złożyli do dalszej legislacji. Z naszych informacji wynika, że nikt pod tymi rewelacjami, póki co, się nie podpisał i się do nich nie przyznaje.

 

Pomysłów jest wiele. Kilka z nich można uznać za słuszne, kilka za bardzo prawdopodobne, za to niektóre za kompletnie irracjonalne - takie, które każda zdroworozsądkowo myśląca osoba pracują na dalszym etapie legislacyjnym będzie dążyć do tego, by je obalić.

 

"Projekt" przewiduje obowiązek posiadania przez OSK infrastruktury wykorzystywanej wyłącznie na swój użytek przez jeden podmiot szkolący kierowców. Dotyczy placów manewrowych, sal wykładowych, pojazdów. Chodzi o to, by skończyć ze wspólnym dzierżawieniem sali czy placu przez kilka ośrodków szkolenia. Ocen tego pomysłu może być wiele i pewnie będą jego zwolennicy, jak i przeciwnicy. Za takimi przepisami będą niewątpliwie ośrodki, które posiadają dużą i nierzadko własną (a nie dzierżawioną) infrastrukturę zarezerwowaną dla siebie, co jest oczywiście bardziej kosztogenne, niż dzierżawa wspólna i rozkładanie kosztów na kilka mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych ze sobą podmiotów. Duże ośrodki nieustannie podnoszą, że tego typu "zabiegi" mniejszych firm, nierzadko nazywanych krzakami (czasem słusznie, czasem krzywdząco, bo dlaczego młodego i drobnego przedsiębiorcę "z jednym autem" stygmatyzować i stawiać w pejoratywnym świetle?) pozwalają im na zaniżanie stawek, a duże szkoły o wysokich kosztach - chcąc trzymać poziom - na schodzenie z cen za szkolenia pozwolić sobie nie mogą.

 

Pomysł ten jednak niesie za sobą również nieco inne zagrożenie i, co nie pozostaje bez znaczenia, uderzyć może właśnie w duże ośrodki. Chodzi o to, że dosyć duża część ośrodków w Polsce, zwłaszcza firm rodzinnych, "składa się" niejako z więcej, niż jednego, pod względem formalnym, ośrodka/podmiotu gospodarczego; nierzadko o tej samej nazwie lub tylko nieznacznie zmienionej/rozbudowanej, choćby o przysłowiowy "bis". Często szkołę prowadzi rodzic i dziecko, choć jako przynajmniej dwa różne podmioty, korzystające wspólnie z jednej infrastruktury - czy to w całości, czy tylko w części.

 

Dzieje się tak z wielu powodów: optymalizacja podatkowa ("zjawisko" niezakazane w naszym kraju), wola działania na dwa odrębne rachunki ale pod jedną marką czy też korzystanie z różnego rodzaju środków pomocowych, często zarezerwowanych dla młodych podmiotów. Skoro są takie możliwości, to również nie należy oceniać słuszności takich działań, choć łatwo o zapędy stygmatyzujące "zakładanie firmy tylko po to, by dostać dotację". Skoro system na to zezwala, to tematu nie ma. Zmiany przepisów w kontekście korzystania z danej infrastruktury tylko przez jeden podmiot może sporo spraw skomplikować w rodzinnych firmach czy ośrodkach świadczących usługi szkoleniowe jako grupa podmiotów pod jednym szyldem marketingowym. I pod jednym adresem.

 

Propozycje, które "właśnie wyciekły", a znane są tak naprawdę od tygodni, przewidują również obowiązek uczestniczenia instruktora prowadzącego szkolenie w egzaminie państwowym. Jest to pomysł najbardziej kuriozalny z możliwych. Przynajmniej tak długo, jak długo nie zostanie doprecyzowany lub zmodyfikowany. Bo zasadnym jest pytanie, czy faktycznie w egzaminie musi uczestniczyć instruktor prowadzący kursanta czy może to być inna osoba z uprawnieniami instruktora? Logiczna wydaje się oczywiście pierwsza z opcji, jednak gdyby była to opcja druga, byłaby ona... kompletnie bez sensu i bez celu. A dlaczego pomysł ten jest irracjonalny? Bo ktoś, kto na niego wpadł, zdaje się, że ma problem z myśleniem długofalowym i przewidywaniem różnych sytuacji/zagrożeń wynikający z tej propozycji.

 

Co w sytuacji, gdy instruktor prowadzący po zakończeniu szkolenia a przed egzaminem osoby przez niego szkolonej straci pracę - zostanie zwolniony z OSK lub zwolni się sam? Co, jeśli ulegnie wypadkowi lub zachoruje i będzie na zwolnieniu lekarskim? Co, jeśli będzie na urlopie, straci uprawnienia lub... umrze? Kursant zostanie pozostawiony sam sobie bez możliwości podejścia do egzaminu? To tylko jeden aspekt problemu. Drugim pozostają koszty zmian.

 

"Obowiązek udziału instruktora w egzaminie państwowym oznacza na dziś przede wszystkim znaczące podniesienie ceny kursu. Podniesienie ich ceny o kwotę, jakiej jeszcze nigdy nie było. W szczególności problem dotyczył będzie kursantów zamieszkujących w miejscowościach innych, niż te, w których zlokalizowane są ośrodki egzaminowania, choć i w tych ceny znacząco wzrosną. Na sam egzamin trzeba zwykle poświęcić ok 3-4 godzin. Tyle bowiem potrzeba czasu aby przybyć do ośrodka egzaminowania, wyczekać na wylosowanie kandydata co czasem trwa ponad godzinę oraz odbycie pełnego egzaminy w zakresie praktycznym na placu manewrowym i w ruchu drogowym. Do tego czasu należy dodać czas powrotu z WORD do OSK" - wskazuje, i słusznie, Fundacja SOS Odpowiedzialne Szkoły Jazdy. 

 

"4 godziny to niezbędne „okienko” między zaplanowanymi zajęciami instruktora, jakie jest mu potrzebne na udział w egzaminie. Podczas tych 4h osk, w którym instruktor pracuje, mógłby zrealizować usługi o wartości ok. 300 zł. Ale ich nie wykona, bo instruktor jest nieobecny. A co z instruktorami z OSK oddalonych o dziesiątki a nawet setki kilometrów od WORD? W tym przypadku taka „wycieczka” na egzamin to nieobecność w pracy cały dzień. Dzień poświęcony tylko dla jednego a maksymalnie dwóch kursantów (oczywiście, pod warunkiem, że kursantom pasowały będą terminy egzaminu zaproponowane przez WORD oraz instruktora). W praktyce OSK straci możliwość świadczenia usług o wartości co najmniej 500zł. Utracony zysk instruktora to ok.200zł. Do tego należy dodać koszt dojazdu instruktora na egzamin (wg „kilometrówki” to 167,16zł za dojazd 2x 100km dieta). Taki koszt oczywiście dotyczy tylko jednego podejścia do egzaminu a statystyka pokazuje, że trzeba już dziś wziąć pod uwagę co najmniej 3 takie „dni egzaminacyjne”. Mówimy zatem o kosztach obowiązkowych rzędu 1200zł i to właśnie taką średnią kwotę OSK będą musiały dodać do ceny kursu" - czytamy dalej na stronie Fundacji.

 

Zmianie ulec ma także kontrola w ośrodkach szkoleniach kierowców. Podmiot ma być kontrolowany przez starostę minimum raz na dwa lata i, uwaga, przez urzędników posiadających uprawnienia instruktora lub egzaminatora z minimum... 5 letnim doświadczeniem! Przypuszczać można zatem, że wszyscy pracownicy wydziałów komunikacji odpowiedzialni za nadzór nad ośrodkami szkolenia kierowców stracą pracę i arcy ciekawe jest skąd urzędy pozyskają nowych, tak doświadczonych i uprawnionych kontrolerów. I za co, bo choć zarobki instruktorów nauki jazdy w Polsce nie porywają, to wielu z nich zdziwiłoby się, jak nierzadko mało zarabiają kontrolujący ich urzędnicy. Zatem: w większości przypadków pensje pracowników wydziału komunikacji zajmujących się nadzorem na OSK wynoszą od 1600 do 1900 zł netto miesięcznie.

 

Co jeszcze? Ta propozycja spotka się uznaniem przysłowiowego Kowalskiego. Nowe regulacje mają zezwolić na szkolenie kandydata na kierowcę przez osobę bez uprawnień instruktorskich. Ale spokojnie: dopiero po zakończonym szkoleniu w szkole jazdy. Przepisy mają zezwalać kandydatowi na kierowcę, który ukończył szkolenie a nie podszedł jeszcze do egzaminu, na prowadzenie pojazdu "pod opieką" innej osoby, nieposiadającej uprawnień instruktorskich, za to posiadających prawo jazdy od minimum 5 lat. Taki "podrabiany instruktor" będzie musiał być także opiekunem prawnym kandydata na kierowcę, czyli np. rodzicem. Tego, czy prowadzone przez niego "szkolenie" będzie mogło być realizowane pojazdem np. bez dodatkowych pedałów, nie wiadomo. Jeśli tak, to ciekawe jak w razie zdarzeń zapatrywać się będą na to ubezpieczyciele i czy w obostrzeniach polis pojawi się zapis o wyłączeniu odpowiedzialności w razie szkody spowodowanej w trakcie "szkolenia po szkoleniu" pod okiem troskliwego ojca, który, jak wiadomo, na prowadzeniu pojazdu i przepisach zna się lepiej, niż niejeden instruktor nauki jazdy.

 

Wśród pomysłów jest wiele pozytywnych propozycji. Każdy OSK będzie mógł wreszcie bez przeszkód doszkalać osoby posiadające prawo jazdy czy takie, które je straciły a chcą się doszkolić przed egzaminem państwowym. Zniknąć ma także możliwość samodzielnego uczenia się teorii i rezygnacja z wykładów, bo te mają być znowu obowiązkowe. I wisienka na torcie, której wdrożenie jest chyba najbardziej pewne: nadzór nad Wojewódzkimi Ośrodkami Ruchu Drogowego ma zostać odebrany marszałkom województw (czyli samorządom) i ma być przekazany wojewodom (czyli nominatom premiera). To z kolei przełoży się niewątpliwie w wielką falę wymiany dyrektorów i wicedyrektorów w WORD - przynajmniej w tych, w których nadzorujący marszałek pochodzi z obozu politycznego innego, niż obecnie rządzący. Wszak każdy wojewoda będzie z nadania politycznego - rządowego. Nie jest żadną tajemnicą, że i dzisiaj stanowiska w ośrodkach egzaminowania są ostoją dla ludzi z politycznego otoczenia, z tą różnicą, że samorządowego i zależnie od regionu mamy do czynienia z pewnego rodzaju dywersyfikacją. Gdy zmiana wejdzie w życie będziemy mieli do czynienia z centralizacją ujednoliconą.

 

LS

 

 

Powrót do listy aktualności

Komentarze

Brak dodanych komentarzy, bądź pierwszy i dodaj komentarz.

Dodaj własny komentarz

Ocena