img-20161110-090949.jpg
Masz pytanie? Potrzebujesz porady w sprawie prawka?
Nasz ekspert odpowie na Twoje pytania Poradź się eksperta

Aktualności - archiwum

Aktualne wiadomości dla osób na kursie nauki jazdy i szukających informacji o prawie jazdy. Szukasz nowości lub wiedzy w zakresie kursu nauki jazdy i prowadzenia pojazdu. Portalnaukijazdy.pl - najciekawsze miejsce w sieci o prawku.

11-02-2019

2 Komentarze

Pieszy wchodzący na przejście - z pierwszeństwem przed pojazdem?

 

Dziś pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, kiedy wejdzie na przejście. Ale nie wcześniej. Kierowcy zaś Prawo o ruchu drogowym nakazuje zachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia. Nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pieszy zamierza wejść na przejście lub właśnie na nie wkracza.

 

Poprawić bezpieczeństwo pieszych
Dlatego podczas spotkania w grudniu 2019 r. z Adamem Bodnarem przedstawiciele organizacji społecznych opowiedzieli się za wprowadzeniem do Prawa o ruchu drogowym przepisu, który dawałby pieszemu pierwszeństwo już w momencie, gdy ma zamiar wejść na pasy, co sygnalizuje w ten sposób, że staje i czeka na możliwość przejścia. W takiej sytuacji kierowca musiałby ustąpić pierwszeństwa.

 

Poprawiłoby to bezpieczeństwo pieszych. Wiedząc, że pierwszeństwo przysługuje nie tylko człowiekowi na przejściu, ale także oczekującej na to, kierowca musiałby zachować jeszcze większą ostrożność i w większym stopniu zmniejszyć prędkość.

 

Rzecznik wskazuje, że w polskim prawie są już przepisy, z których można by wywodzić pierwszeństwo ludzi wchodzących na przejście dla pieszych. Zgodnie z § 47 ust. 4 rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. z 2002 r. Nr 170, poz. 1393), kierujący pojazdem zbliżający się do przejścia oznaczonego znakiem D-6 jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo osób znajdujących się na przejściu lub na nie wchodzących. Przepis ten nakazuje kierowcy zmniejszyć prędkość na tyle, aby mógł się zatrzymać przed przejściem - jeżeli pieszy na nim się znajduje lub na nie wchodzi.

 

Przepis ten pozostaje jednak w sprzeczności z Prawem o ruchu drogowym, w myśl którego pierwszeństwo przed pojazdem ma tylko pieszy na przejściu. Ponadto ustawa nie przekazuje do uregulowania w rozporządzeniu zasad zachowania się uczestników ruchu w miejscach oznaczonych znakami drogowymi.

 

Zasada, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na przejście, obowiązuje w krajach skandynawskich i w większości państw Europy Zachodniej.

W Norwegii i we Francji kierowca ma obowiązek zatrzymania się przed przejściem nawet wtedy, gdy człowiek stojący w pobliżu nie wykazują wyraźnego zamiaru przejścia przez jezdnię, a jedynie zbliżają się do jezdni.


W Szwajcarii kierowca musi się zatrzymać także wtedy, gdy pieszy stoi przed przejściem, ale ma oczywisty zamiar przejścia przez jezdnię.
Liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w tych państwach zdecydowanie niższa niż w Polsce

 

Dane statystyczne niepokoją
W 2017 r. w Polsce doszło do 32 760 wypadków drogowych (w 25 proc. z udziałem pieszych). Śmierć poniosło 873 pieszych, a rannych zostało 7587. Do śmierci pieszego dochodziło w co piątym potrąceniu wskutek nadmiernej prędkości auta. Główną przyczyną potrąceń było nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu - wynika z danych Komendy Głównej Policji.

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w sprawozdaniu za 2017 r. zwróciła uwagę, że liczba ofiar śmiertelnych wśród pieszych nieznacznie wzrosła w porównaniu z rokiem 2016 r. Wskazuje to na konieczność nowych działań zapobiegawczych dla poprawy bezpieczeństwa tej najsłabiej chronionej grupy uczestników ruchu drogowego.

 

Dlatego Rzecznik zwrócił się do ministra Andrzeja Adamczyka o rozważenie zainicjowania zmiany Prawa o ruchu drogowym przez przyznanie pierwszeństwa pieszym, którzy oczekują na przejście przez jezdnie lub na nie wkraczają.

 

źródło: RPO

06-02-2019

1 Komentarze

Dwa nowe znaki

Resort infrastruktury przygotował propozycję wprowadzenia do przepisów dwóch nowych znaków drogowych. Zmiana przepisów ma nacelu celu odróżnienie oznakowania odcinkowego pomiaru prędkości od pomiaru punktowego.

Obecnie stosowany znak D-51 odnosi się zarówno do punktowego, jak i odcinkowego pomiaru prędkości. Oznakowanie pomiaru odcinkowego następuje przez dodatkowe umieszczenie tabliczki T-1a pod znakiem D-51, na której podawana jest długość odcinka pomiarowego. W ocenie ministerstwa nie jest to wystarczająca informacja o obecności takiego pomiaru prędkości na drodze. Stąd potrzeba bardziej precyzyjnego poinformowania kierujących o odmiennym niż zazwyczaj sposobie wykonywania pomiaru.


Nowe znaki drogowe będą nosiły oznaczenia D-51a oraz D-51b. D-51a "automatyczna kontrola średniej prędkości" będzie wskazywał początek fragmentu drogi objętego odcinkowym pomiarem prędkości, natomiast znak D-51b "koniec automatycznej kontroli średniej prędkości" - koniec tego odcinka. Dodatkowo na znaku D-51a umieszczana będzie miniatura znaku B-33, wskazująca dopuszczalną prędkość jazdy na odcinku objętym pomiarem.Projekt rozporządzenia rozszerza ponadto zakres stosowania tabliczki T-1a o wskazywanie odległości znaku informacyjnego do początku odcinka drogi objętego pomiarem.

Takie rozwiązanie pozwoli na umieszczenie dodatkowego znaku D-51a wraz z tabliczką T-1a przed początkiem odcinka drogi objętego kontrolą prędkości, w przypadku, gdy początek tego odcinka znajduje się w miejscu o ograniczonej widoczności, np. ze względu na geometrię drogi albo obiekty znajdujące się w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Projekt w sprawie nowych znaków został skierowany do konsultacji publicznych oraz uzgodnień międzyresortowych.

31-01-2019

Wyrok sądu ws. "bezterminowości" praw jazdy

Sąd Administracyjny w Krakowie wydał wyrok, w którym orzeka za bezpodstawne wpisywanie w dokument prawa jazdy terminu jego ważności w sytuacji, gdy pierwotnie uprawnienia zostały wydane bezterminowo. Chodzi o sytuacje związane z wymianą dokumentu na nowy, a obecnie wydawane prawa jazdy są na okres 15 lat.


Wymiana dokumentów uprawniających do prowadzenia pojazdów na nowe rozpoczęła się w 2013 roku. Wielu kierowców zorientowało się, że na nowych blankietach wpisano im 15.letni termin ważności, mimo że poprzedni dokument był im wydany bezterminowo. Część z posiadaczy praw jazdy zdecydowała się zwrócić z tą sprawą do sądów administracyjnych. I pierwszy wyrok w tej sprawie wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie; sprawa dotyczy mieszkanki Krakowa.

 

Kobieta, zanim skierowała sprawę do sądu, próbowała walczyć o swoje na drodze polubownej, oczekując zmiany decyzji urzędników wydziału komunikacji. Bezskutecznie. Odmowy tłumaczono między innymi ograniczeniami wynikającymi z systemu informatycznego, który miał być oporny na brak daty ważności.

Sąd stwierdził bezskuteczność ograniczenia daty ważności uprawnień. Innymi słowy data ważności nie ma mocy prawnej, prawo jazdy wydane bezterminowo w przeszłości, zachowuje w ocenie sądu tę właściwość.

Obecnie, po wejściu w życie rozporządzenia z 2016 r. w sprawie wydawania dokumentów stwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami, urzędy w miejscu „data ważności uprawnienia" umieszczają kreskę. Dotyczy to wyłącznie osób, które uzyskały uprawnienia bezterminowe. Niestety, nie wszystkie urzędy stosują się do tej zasady.

31-01-2019

Zmiany coraz bliżej?

Według dziennika "Rzeczpospolita" tempa nabrać mają zapowiadane od dłuższego czasu prace nad wprowadzeniem zmian w szkoleniu czy egzaminowaniu przyszłych kierowców. Nie zabraknie też nowych rozwiązań dla obecnych kierowców czy użytkowników pojazdów.

 

"Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury, przygotował zmiany dla kandydatów na kierowców i tych, którzy już jeżdżą. Chce zabrać egzaminy na prawo jazdy wojewódzkim ośrodkom ruchu drogowego (WORD) i oddać egzaminatorom zatrudnionym przez wojewodę. Pozwoli też kursantom na doskonalenie jazdy w towarzystwie opiekuna" - czytamy na łamach "Rz". Rozwiązania, o jakich mowa, nie są nowymi pomysłami, bo o ich wdrożeniu mówi się już od 2-3 lat. Przynajmnie w kwestii egzaminatorów. Doskonalenie umiejętności kursanta pod okiem rodzica/opiekuna, a nie instruktora, to nieco młodszy, choć także znany już pomysł.

 

"Rzeczpospolita" przypomina również o pomysłach resortu infrastruktury na likwidację kart pojazdu czy nalepek kontrolnych na pojazdach; nie będzie również konieczności wymiany tablic rejestracyjnych po zakupie pojazdu, który wcześniej był w ewidencji innego powiatu.

 

"Celem zmian jest poprawa bezpieczeństwa ruchu i wyników egzaminów na prawo jazdy." O tym, co należy sądzić o takich argumentach i o tezie, że zmiana podległości WORD/egzaminatorów nie przełoży się w żaden sposób na poprawę zdawalności, pisaliśmy TUTAJ.

 

Póki co żaden z powyższych pomysłów nie został skonkretyzowany w projektach ustaw. Nieznane są również terminy wejścia w życie zmian.

31-01-2019

Minister podsumowuje i planuje

Minister Infrastruktury, w odpowiedzi na interpelację poselską, podsumował działania swojego resortu. Kilka wątków, jakie poruszono, dotyczy stricte kierowców, szkoleń czy egzaminowania.

 

Skierowano do Szefa Centrum Analiz Strategicznych, Zgłoszenie do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów dotyczące projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym (tzw. pakiet deregulacyjny), w którym przedstawiono propozycje rozwiązań wprowadzających ułatwienia dla właścicieli pojazdów, w tym również przedsiębiorców oraz zmniejszających w związku z tym odpowiednio zadania dla organów samorządowych, w szczególności przez zniesienie obowiązku wydawania karty pojazdu, możliwość zachowania na wniosek właściciela pojazdu dotychczasowego numeru rejestracyjnego pojazdu czy też uproszczenia związane z czasową rejestracją pojazdów (działanie to ma charakter priorytetowy);

Przeprowadzono proces legislacyjny projektu rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie profesjonalnej rejestracji pojazdów, stosowanych oznaczeń oraz opłat związanych z profesjonalną rejestracją pojazdów, które jest podstawowym aktem wykonawczym dla określenia całokształtu warunków zapewniających funkcjonowanie systemu profesjonalnej rejestracji pojazdów. Rozporządzenie zostało notyfikowane Komisji Europejskiej w dniu 16 listopada 2018 r., z wyznaczonym przez Komisję okresem obowiązkowego wstrzymania procedury legislacyjnej (tzw. stand still) do 18 lutego 2019 r.;

Skierowano do Szefa Centrum Analiz Strategicznych w czerwcu 2018 r. Zgłoszenie do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów dotyczące projektu ustawy o zmianie ustawy o kierujących pojazdami oraz niektórych innych ustaw wraz z oceną skutków regulacji. Celem projektu jest zmiana systemu przeprowadzania egzaminu państwowego na prawo jazdy w tym w szczególności przeniesienie odpowiedzialności za organizację i przeprowadzanie egzaminów z marszałka województwa na wojewodę. Wprowadzane są też dodatkowe rozwiązania takie, jak np.: kurs rozszerzony o jazdy z osobą towarzyszącą, obowiązkowe wychowanie komunikacyjne w V klasie szkoły podstawowej, zmiana wymagań dla ośrodków szkolenia kierowców, ośrodków doskonalenia techniki jazdy, ośrodków szkolenia w transporcie drogowym. Projektowane zmiany przyczynić się mają do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach oraz poprawy zdawalności egzaminów na prawo jazdy. Decyzja o wpisaniu projektu ustawy do Wykazu nie została jeszcze podjęta przez Zespół do spraw Programowania Prac Rządu (działanie to ma charakter priorytetowy);

Opracowano projekt rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie kontroli stanu licznika przebiegu pojazdu (drogomierza) przez diagnostę na stacji kontroli pojazdu, będący aktem wykonawczym do projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy – Kodeks karny (druk sejmowy 2878) przygotowanego przez Ministerstwo Sprawiedliwości (przy udziale Ministerstwa Infrastruktury), penalizujący proceder cofania licznika przebiegu pojazdu (drogomierza) (działanie to ma charakter priorytetowy).


21-01-2019

Resort o prędkości za progiem zwalniającym

Poseł Józef Lassota postanowił zgłębić temat związany z dopuszczalną prędkością za progiem zwalniającym. Kwestia ta rozpalała niejeden umysł a opinie związane z tymi nie do końca dla wielu jasnymi przepisami mocno się ścierały. Parlamentarzysta w tej sprawie złożył do resortu infrastruktury interpelację poselską i uzyskał dosyć jednoznaczną odpowiedź. Czy temat należy uznać za zakończony i możemy mówić o pogodzeniu zwolenników różnych rozwiązań?

 

21 listopada 2018 r. skierowałem do Pana Ministra interpelację poselską nr 27852 w sprawie progów zwalniających w kontekście poprawy bezpieczeństwa dróg. W tekście interpelacji zwracałem uwagę m.in. na fakt, iż w Polsce progów zwalniających jest więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Podczas gdy w naszym kraju progów zwalniających przybywa, w innych państwach europejskich tendencja ta jest odwrotna. Ograniczenie liczby progów zwalniających uważam za dobry pomysł. Zarządcy dróg powinni starać się unikać tego rozwiązania i uspokajać ruch w inny sposób.

 

Po publikacji tej interpelacji wiele osób z całej Polski zwracało się do mnie, opisując absurdalne sytuacje dotyczące progów zwalniających, z którymi muszą borykać się na co dzień. Jednym z problemów zgłoszonych do mojego biura poselskiego jest problem prędkości, jaka obowiązuje za progiem zwalniającym.

 

O miejscu na drodze, w którym znajduje się próg zwalniający, ostrzega znak A-11a. Pod tym znakiem umieszczona jest tabliczka T-1, wskazująca odległość znaku ostrzegawczego od miejsca niebezpiecznego, a także znak B-33 ograniczenia prędkości, zazwyczaj do 20 lub 30 km/h. Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami ruchu drogowego znak ograniczenia prędkości obowiązuje do odwołania bądź do najbliższego skrzyżowania. Tymczasem za progiem zwalniającym nie ma znaku B-34 „koniec ograniczenia prędkości", który stosuje się w celu uchylenia ograniczenia prędkości.

 

Kierowcy różnie interpretują przepisy drogowe obwiązujące za progiem zwalniającym. Jedni uważają, że ograniczenie prędkości obowiązuje nie tylko podczas przejeżdżania progu zwalniającego, ale aż do odwołania. Zdaniem innych po przejechaniu progu zwalniającego można zwiększyć prędkość, bo ograniczenie prędkości obowiązuje przed progiem i na nim, dalej już nie.

Świetnym przykładem do opisanej wyżej sytuacji jest przykład ul. Śląskiej w Kielcach.

 

"Podczas egzaminu na prawo jazdy egzaminowany przejechał przez próg zwalniający zgodnie z obowiązującymi w tym miejscu znakami drogowymi (ograniczenie do 20 km/h). Gdy mężczyzna przejechał przez próg, przyśpieszył do ok. 30 km/h. Egzaminator uznał, że zdający złamał przepisy, bo do ograniczenia prędkości powinien stosować się dalej - także za progiem. Tym bardziej, że nie było żadnego znaku odwołującego zakaz ani też skrzyżowania, które działa podobnie. I wystawił egzaminowanemu ocenę negatywną. Zdający się odwołał. Rację przyznał mu zarówno urząd marszałkowski, jaki i Samorządowe Kolegium Odwoławcze.

 

Podobnie tzw. egzaminator nadzorujący. Powód: ograniczenie prędkości w tym przypadku obowiązuje tylko przed progiem i na nim. Dalej już nie. Od decyzji SKO odwołał się też do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach egzaminator, który wystawił ocenę negatywną. (…) WSA zauważył, że progi są montowane w celu spowolnienia ruchu, m.in. w okolicach szkół, przedszkoli. Nie sposób zatem przyjąć, że zamiarem organizatora ruchu w zamontowaniu progów było powodowanie sytuacji, w której pojazdy będą przyspieszać po przejechaniu progu i hamować przed kolejnym progiem - stwierdził w uzasadnieniu sąd. I uchylił decyzję SKO o unieważnieniu egzaminu". 

 

W związku z wyżej opisaną sprawą zwracam się do Pana Ministra z prośbą o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytanie:

 

Kierowcy różnie interpretują przepisy dotyczące prędkości obowiązującej za progiem zwalniającym. Proszę o odpowiedź: Jaka powinna być jednoznaczna interpretacja powyżej opisanej sytuacji, tzn. jak kierowcy mają interpretować znak B-33 w przypadku progów zwalniających?

 

ODPOWIEDŹ MINISTERSTWA, pod którą podpisał się Marek Chodkiewicz, podsekretarz stanu.

 

w odpowiedzi na interpelację nr 28331 Pana Posła Józefa Lassoty w sprawie prędkości obowiązującej za progiem zwalniającym poniżej przedstawiam następujące informacje.

 

Odnosząc się do treści podnoszonych w interpelacji uprzejmie wskazuję, iż znaczenie i zakres obowiązywania znaków drogowych określają przepisy rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz. U. Nr 170, poz. 1393, z późn. zm.). Zgodnie z § 27 ust. 1 tego rozporządzenia znak pionowy B-33 „ograniczenie prędkości” oznacza zakaz przekraczania prędkości określonej na znaku liczbą kilometrów na godzinę. Natomiast § 32 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia stanowi, że w przypadku, gdy zakaz wyrażony przez znak B-33 nie jest uprzednio odwołany znakiem oznaczającym koniec zakazu, to obowiązuje on do najbliższego skrzyżowania.

 

Umieszczenie w organizacji ruchu na jednej konstrukcji wsporczej znaku B-33 łącznie ze znakiem A-11a „próg zwalniający” i tabliczką T-1 „tabliczka wskazująca odległość znaku od miejsca niebezpiecznego”, nie zmienia przywołanego wyżej znaczenia i zakresu obowiązywania znaku pionowego B-33 określonego przepisami przywołanego wyżej rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych.

 

LS

17-01-2019

6 Komentarze

Znowu głośno o zarobkach WORD

Przez media przetacza się właśnie kolejna fala informacji, które nawiązują do raportu Najwyższej Izby Kontroli dotyczącego finansów Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, a co za tym idzie, także systemu egzaminowania. Jednocześnie, po raz kolejny, mówi się wiele o zmianie przepisów związanych z podległością WORD oraz finansowania tych instytucji.

 

Według pomysłodawców zmiany podległości WORD, czyli wyłączenia ich spod jurysdykcji samorządów i wcielenia "w struktury rządowe" rozwiązanie to ma być lekiem na całe zło. Strona rządowa chce właśnie, by WORD, ich dyrektorzy i egzaminatorzy podlegali nie pod marszałka województwa, a pod wojewodę. Przychody z opłat egzaminacyjnych mają zasilać skarb państwa a nie kasę ośrodka egzaminacyjnego. A pracownicy, w tym egzaminatorzy, mają być wynagradzani bezpośrednio z budżetu państwa.

 

Tego typu rewolucja ma "skończyć z patologią w WORD". Bo przecież powszechny jest pogląd w społeczeństwie oraz - niestety - w całkiem poważnych mediach, które temat ten tylko podsycają, że za złą zdawalnością egzaminów w Polsce stoi tylko i wyłącznie "patologiczny system finansowania ośrodków egzaminacyjnych". Wszak według zwolenników tejże tezy, im więcej egzaminów (w szczególności poprawkowych), tym więcej pieniędzy zarabia WORD. Stąd bardzo blisko do tezy, że najwięcej zarabia egzaminator, który najwięcej "oblewa". I co gorsza, teza ta zaczyna być równiez lansowana już nie tylko przez pszysłowiowego Kowalskiego, który ubóstwia tani populizm, ale właśnie również przez poważne media. Dziś rzadko liczy się wartość merytoryczna, za to często podstawą jest klikalność tematu. Kontrowersje, niekoniecznie prawdziwe w podstawie, są w cenie.

 

Oczywiście: nad systemem finansowania podmiotów odpowiedzialnych za egzaminowanie można dyskutować. Można go także próbować zmieniać. Trudno jednak w obecnej sytuacji, wobec sposobu, w jaki wolę przeprowadzenia rewolucji się argumentuje, nie odnieść wrażenia, że to jedna wielka ściema. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że stanowiska w WORD to polityczne łupy. Szkopuł w tym, że samorządowe. "Przeniesienie" WORD spod skrzydeł marszałków województw pod opiekę wojewodów sprawi rzecz jasna, że do obsadzenia będzie nawet kilkaset intratnych posad. A tłumaczenie planowanych zmian, o których mówi się zresztą od co najmniej dwóch lat  tylko i wyłącznie patologią w funkcjonowaniu WORD jest po prostu śmieszne. Swoją drogą dziwi fakt, że rząd tak niemrawo i jak dotąd nieskutecznie zabiera się za tę kwestię, tym bardziej, że pomysł ten pojawił się niemal cztery lata temu!

 

W Polsce za kiepską zdawalnością nie stoi taki, czy inny sposób funkcjonowania bądź finansowania ośrodków egzaminacyjnych. A jeśli cokolwiek w tej materii jest na rzeczy, to na pewno nie w istotnym stopniu. Za kiepską zdawalnością nie stoi także premiowanie największych "żylet", jak czasem określa się srogich egzaminatorów. O ile w ogóle takie premiowanie istnieje. W końcu za złą zdawalnością w Polsce nie stoi zwykła złośliwość i zła wola owych egzaminatorów.

 

Za takim a nie innym obrazem egzaminowania i jego wyników stoi przede wszystkim wola "bycia świętszym od papieża". Bo zdaje się, że wszyscy już zapomnieli, jak wyglądały w Polsce egzaminy przed laty. I nie chodzi o sytuacje sprzed 30 czy 40 lat, gdzie wystarczyło na egzamin przyjść w grupie ze skrzynką wódki czy naręczem wędzonej sielawy, by wrócić do domu z prawem jazdy. Nierzadko nie widząc nawet pojazdu egzaminacyjnego na oczy, a co dopiero odbywać jazdę egzaminacyjną.

 

Już w bardziej cywilizowanych czasach, śmiało można powiedzieć, że przez większość ostatniego niemalże trzydziestolecia wolnej Polski branża egzaminacyjna była jedną z bardziej skorumpowanych, o czym wiedzieli wszyscy. Całkiem niedawno wystarczyło, że instruktor pomachał do zaznajomionego egzaminatora, a ten już wiedział, że tego zdającego trzeba potraktować w łagodniejszy sposób. Wszyscy zapomnieli, że często egzamin to była pogawędka o bzdetach ze zdającym. Egzaminator całą jazdę potrafił wypytywać o rzeczy kompletnie niezwiązane z sytuacją: o szkołę, o to co w życiu robią rodzice, mąż czy dzieci, o to, gdzie spędzisz wakację. Przykłady można mnożyć. Czy wszyscy już zapomnieli, że egzaminator z drugiego bieguna (w kontekście przytoczonego "egzaminatora-rozpytywacza") potrafił przez cały egzamin wydzierać się na zdającego i rzucać przysłowiowym mięsem, bądź jak kto woli, łaciną, bez ogródek wyzywając kandydata na kierowcę od - dosłownie - debili?

 

Czy wszyscy już zapomnieli, że kiedyś nie było losowego przydziału egzaminatorów do zdającego? Że kiedyś nie ograniczano dostępu do stref egzaminowania na placu manewrowym osobom postronnym, innym zdającym, w końcu instruktorom? Czy nikt już nie pamięta, że kiedyś nie było w pojazdach egzaminacyjnych kamer i mikrofonów? Jak i na salach wykładowych? Ani tego, że instrukcja egzaminowania istniała, ale mało się kto nią przejmował? I że jeden egzaminator za ośmiokrotne unieruchomienie silnika w ruchu drogowym, trzykrotne najechanie na linie ciągłą "przepuszczał" zdającego a inny, przy drugim "zdechnięciu" podczas ruszania natychmiast oblewał?

 

Żeby była jasność: wszystkie wprowadzone zmiany, wymienione wyżej, były słuszne. A przynajmniej większość. Ale warto spojrzeć na to chłodnym okiem i wysnuć refleksję, że to naprawdę - tak ogólnie, w szerszym statystycznie kontekście - to nie egzaminatorzy są winni kiepskiej zdawalności. To kryteria oceny zadań egzaminacyjnych są PODSTAWOWĄ przyczyną takiej, a innej sytuacji w Polsce. To INSTRUKCJA EGZAMINOWANIA stoi za dramatycznymi statystykami. To doprowadzenie do sytuacji, że egzaminator drży każdego dnia o to, czy nie wyleci z pracy za przysłowiową pierdołę, której nie dopilnował z formalnego punktu widzenia. A w najlepszym przypadku czy nie będzie się musiał tłumaczyć przed marszałkiem, SKO, WSA czy na końcu NSA. W dodatku latami.

 

I nie chodzi o to, aby powrócić do "starych czasów". Ale pracę nad poprawą zdawalności w Polsce należy rozpocząć od przyjrzenia się przede wszystkim kryteriom oceny zadań egzaminacyjnych i instrukcji egzaminowania oraz sposobowi oceny umiejętności kandydata na kierowcę.

 

Co istotne: należy się zastanowić ponadto, o ile nie przede wszystkim, czy jednak ogromna część winy nie leży po stronie instruktorów i po prostu ośrodków szkolenia kierowców? Obowiązujące zasady egzaminowania, kryteria, instrukcje są znane środowisku od lat. Przecież instruktorzy nie szkolą w ciemno (a przynajmniej nie powinni) i wiedzą, czego od kandydatów na kierowców się wymaga. Jest jasnym jak słońce, a przynajmniej być powinno, co musi potrafić kandydat na kierowcę i w jakim stopniu powinien być przygotowany, by egzamin zdać. Jednak temat poziomu szkolenia to temat na osobny materiał.

 

Nie można również pominąć, że najbardziej winni kiepskiej zdawalności nie są rządzący. Nie są najbardziej winni egzaminatorzy ani w końcu, z samego dołu, instruktorzy. Tak po prawdzie największą winę za takie, a nie inne statystyki, ponoszą SAMI ZDAJĄCY. I to również temat na oddzielną rozprawkę.

 

A ci, którzy wierzą, że zmiana nadzoru nad WORD, ich dyrektorami i egzaminatorami oraz fakt, że pieniądze z egzaminów będą trafiać do skarbu państwa sprawi, że nagle liczba zdających za pierwszym się podwoi - ot tak - są po prostu naiwni. Może to na swój sposób zabawne, jednak żeby się nie okazało, że zdawalność się pogorszy.

 

LS

 

07-01-2019

2 Komentarze

Nowi dyrektorzy WORD na Podlasiu

Marek Olbryś, wicemarszałek województwa wręczył dziś powołania nowym dyrektorom podlaskich Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. Zgodnie z obowiązującym prawem dyrektorów wojewódzkich ośrodków powołuje zarząd województwa. Na posiedzeniu w dniu 4 stycznia br. zarząd podjął uchwałę o powołaniu nowych szefów trzech podlaskich ośrodków. Poprzednich odwołał 31 grudnia 2018 r.


- Powodem zmian w podlaskich WORD- ach jest konieczność wprowadzenia usprawnień organizacyjnych i oszczędności – mówi Marek Olbryś, wicemarszałek województwa.  Wynagrodzenie wszystkich trzech nowych dyrektorów będzie takie samo, na poziomie najniższej pensji odwołanego dyrektora WORD.

Dziś, tj. poniedziałek 7 stycznia br., nowi dyrektorzy otrzymali powołania . Każdy z nich ma wykształcenie wyższe, doświadczenie zawodowe w różnych dziedzinach,  umiejętności organizacyjne i kompetencje zarządcze.

WORD ŁOMŻA - Mirosław OLIFERUK

(ur. 1960, mieszkaniec Łomży, mgr inż. budownictwa, absolwent Politechniki Białostockiej; uprawnienia egzaminatora kandydatów na kierowców)

Twórca i pierwszy dyrektor WORD Łomża, z którym był związany przez blisko 20 lat (pracował od 1998 do 2017).  Związany również z GDDKiA  Białystok – rejon Łomża (od 02.2018); był również  pracownikiem ds. budownictwa drogowego UW w Łomży (1988-1990) oraz Łomżyńskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego i Białostockiego Kombinatu Budowlanego (1984-88).

Ma bogate doświadczenie zawodowe, ale również społeczne ściśle związane z problematyką bezpieczeństwa i ruchu drogowego. Jest m.in. dziekanem Korpusu Ambasadorów Fundacji „Zapobieganie Wypadkom Drogowym”, społecznym konsultantem Polskiego Klastra Edukacyjnego; był sekretarzem Podlaskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego oraz przewodniczącym Rady Społecznej Pogotowia Ratunkowego w Łomży. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Brązowym Medalem za zasługi dla Policji, Odznaką Honorową "Zasłużony dla Transportu Rzeczypospolitej Polskiej".

-  Obserwowałem funkcjonowanie łomżyńskiego WORD w ostatnich latach zwłaszcza pod kątem planowanych zmian w Prawie o ruchu drogowym i ustawie o kierujących  pojazdami – mówi Mirosław Oliferuk. -  Dlatego moim najpilniejszym zadaniem będzie weryfikacja wydatków i finansów ośrodka zwłaszcza pod kątem zrealizowanych i planowanych inwestycji. Muszą one być dopasowane do zmieniających się przepisów a co za tym idzie do przyszłych potrzeb WORD.

WORD BIAŁYSTOK  - Maciej KUDRYCKI

(ur. 1974, mieszkaniec Białegostoku, mgr wychowania fizycznego - absolwent Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego i Turystyki w Supraślu; absolwent studium podyplomowego organizacji i zarządzania oświatą; obecnie studiuje MBA na WSE w Białymstoku)

Doświadczony organizator i menedżer -  trener i kierownik drużyny Jagiellonii Białystok (2009-2017), dyrektor Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego w Białymstoku (2012-2016), trener koordynator programu "Piłkarska Przyszłość z Lotosem" w MOSP Białystok.

Swoje doświadczenie zawodowe wzbogacił również o pracę akademicką – był pracownikiem naukowym WSAP Białystok (2004-2011). Współpracuje również z organizacjami pozarządowymi związanymi z lokalnym biznesem m.in.: pełnił funkcję dyrektora Podlaskiego Klubu Biznesu (luty 2017- sierpień 2018). Jest również trenerem piłki nożnej UEFA B.

- To dla mnie duże wyróżnienie – mówi o powołaniu na szefa białostockiego ośrodka Maciej Kudrycki. - Na pewno wykorzystam moje doświadczenie kierownicze w zarządzaniu zasobami ludzkimi i finansami publicznymi, jakie zdobyłem podczas szefowania jednostce podległej samorządowi miejskiemu. Chciałbym, aby białostocki WORD był zarządzany racjonalnie i nowocześnie.
 

WORD SUWAŁKI  - Marcin KLECZKOWSKI

(ur. 1973, mieszkaniec Augustowa; inż. budownictwa, absolwent Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku, technik ochrony środowiska)

Doświadczony samorządowiec związany ze strukturami  samorządu miasta Augustowa i powiatu augustowskiego: przewodniczący Komisji Rewizyjnej Rady Miasta w Augustowie (2010-2014), Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Powiatu Augustowskiego (2014-2018), Przewodniczący Rady Miasta w Augustowie (od 2018 r.). Przez 20 lat był związany z  British-American Tobacco w Augustowie.

-  Pierwsze zadanie to przede wszystkim poznanie stanu finansów WORD, a drugie to analiza projektu zorganizowania w Suwałkach ośrodka doskonalenia techniki jazdy – mówi Marcin Kleczkowski. – Chciałbym, aby suwalska placówka była ośrodkiem pierwszego wyboru dla szkół jazdy i kandydatów na kierowców z północy województwa.

 

O nagłym odwołaniu dyrektorów trzech podlaskich WORD pisaliśmy w ubiegłym tygodniu - WIĘCEJ INFORMACJI TUTAJ.

1  2  3  4  5  6  7  8  9    452